Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2013

Sylveco - krem brzozowo-nagietkowy

Sylveco - krem brzozowo-nagietkowy
Cześć! Dzisiaj znalazłam odrobinę czasu na zajęcie się moim blogiem i napisanie parę słów. To studiowanie mnie wykańcza, na wykładach zasypiam, a na ćwiczeniach brakuje mi sił. Niestety, nie mam już 19-stu lat i tyle energii, co kiedyś ;D
A dzisiaj chciałabym Wam pokazać krem do twarzy, który jest zapewne dobrze znany w świecie blogowym i do zakupu którego przymierzałam się przez wiele tygodni. A mowa o kremie brzozowo-nagietkowym z betuliną od Sylveco.


Krem brzozowy z wyciągiem z nagietka przywraca równowagę skórze, ma działanie oczyszczające i przeciwbakteryjne. Główna substancja kremu betulina i kwas betulinowy, pozyskiwane z kory brzozy mają właściwości łagodzące podrażnienia i wspomagające regenerację tkanek.
Pomaga załagodzić stany zapalne dzięki ekstraktowi z nagietka, który ma również działanie odżywcze i przeciwzapalne. Dzięki swym składnikom krem wyrównuje kolor cery, działa delikatnie ściągająco i oczyszcza pory. Zdolność łagodzenia podrażnień sprawia, że krem przyspiesza procesy gojenia, bliznowacenia. Będzie skutecznym środkiem do walki z bliznami i śladami po trądziku.
Czyż nie brzmi idealnie?


Po pierwszym otwarciu wieczka byłam naprawdę zdziwiona! Jego konsystencja różniła się od innych kremów, była bardziej zbita i bardzo żółta. Krem jednak w dotyku sprawiał wrażenie bardzo delikatnego i do tego zapach był baaaardzo ujmujący. Po dłuższym zastosowaniu kremu jestem pełna podziwu i dostaje on ode mnie gwarancję, że nadal będę go kupowała. Mam wrażenie, że moje blizny się spłyciły! Tak, mówię poważnie, zrobiły się mniej widoczne i co najważniejsza, mój trądzik się uspokoił i czoło mam już prawie bardzo ładne ;)
Do tego opakowanie jest bardzo estetyczne, mały słoiczek z ładnym designem.

Cena kremu to tylko 27 zł za 50 ml!
Prawda, że śmieszna cena, za tak świetne działanie?

Skład: Woda, Olej sojowy, Olej jojoba, Wosk pszczeli, Olej z pestek winogron, Betulina, Stearynian sodu, Kwas cytrynowy, Ekstrakt z nagietka lekarskiego.


                                                     Fleurr

czwartek, 3 października 2013

Woda kwiatowa ze skórki cytrynowej

Woda kwiatowa ze skórki cytrynowej
Ostatnio nie mam na nic czasu. Zaczęłam studia pielęgniarskie i zajęcia mam od rana do późnego wieczora. To bardzo męczące i bardzo zniechęca do wszystkiego. Na Wasze blogi staram się zaglądać, ale niestety, nie komentuję ich. Mój blog już chyba długo tak nie pociągnie :(
Dzisiaj tak na szybko chciałabym Wam pokazać mój hydrolat ze skórki cytrynowej, który zamówiłam ze strony e-naturalne.


Hydrolat ze skórki cytryny otrzymywany jest w wyniku destylacji skórki owocu Citrus limonum Risso (L.) Burm. Polecany jest do pielęgnacji skóry tłustej, mieszanej oraz naczynkowej. Ma właściwości antyseptyczne, ściągające oraz przeciwzapalne. Wzmacnia i uszczelnia kruche naczynka oraz działa przeciwobrzękowo i uelastycznia skórę.
Hydrolat zawiera niewielkie stężenie witaminy C oraz pektynę i rutynę hamującą rozkład witaminy C. Zawiera także śladowe ilości olejków eterycznych. Poprawia wygląd skóry, odświeża ją i dodaje blasku.
Można stosować go jako dodatek do kosmetyków lub bezpośrednio na skórę jako tonik. Nie należy stosować na skórę przed bezpośrednim eksponowaniem jej na słońce. Najlepiej jako tonik na wieczór.

Tak, jak zaleca producent używam go tylko wieczorami. Jest świetny! Odświeża i oczyszcza moją skórę twarzy. Zauważyłam jej większe rozświetlenie, za co daję mu duży plus! Jeśli nie lubicie zapachu cytrusów, nie macie się czego obawiać. Ponieważ woda kwiatowa ze skórki cytrynowej nie ma wcale zapachu albo pachnie tak delikatnie, że ja nic nie czuję. Za to mój chłopak stwierdził, że pachnie bardzo ładnie. No niech mu będzie ;D

Cena to 7,49 zł za 50 g (Ja zamówiłam sobie wersję 100 g za 11,90 zł :))

Skład: Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water
                                                     Fleurr

czwartek, 26 września 2013

DIY: Błyszczyk/balsam z lanoliną

DIY: Błyszczyk/balsam z lanoliną
Cześć :) obroniłam się i jestem już Panią Magister z Ochrony Środowiska, we wtorek miałam urodziny, a od następnego poniedziałku zaczynam studia licencjackie na kierunku Pielęgniarstwo :) Także trochę się u mnie teraz dzieje.
A dzisiaj chciałabym przedstawić post z serii DIY :) Produkty zamówiłam sobie ze sklepu e-naturalne.pl i jak tylko dotarły, zabrałam się za tworzenie mojego nowego błyszczyka :)


Skład zestawu odpowiedniego do przygotowania 50 g błyszczyku (czyli 2-3 błyszczyki):
Isopropyl Myristate – 10 g
Lanolina – 16 g
Polibuten – 17 g
Szpatułka
Pipeta
Naklejka
Plastikowe pudełeczko 20 g w komplecie – 3 szt.

Lanolina jest naturalnym woskiem o składzie bardzo podobnym do lipidowej warstwy naskórka ludzkiego. Produkt powstaje podczas procesu czyszczenia wełny owcy z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, aby potem w czystej postaci dodać ją do serii pielęgnacyjnych kosmetyków do ciała oraz twarzy. Lanolina to bezkonkurencyjny składnik, który reguluje gospodarkę wodną skóry oraz posiada cenne właściwości zmiękczające twardy naskórek.
Polibuten jest nieschnącą, wiążącą, lepką i klarowną cieczą. W kosmetyce stosowany jest w formułowaniu szminek, pomadek, błyszczyków, produktów do makijażu oczu oraz produktów do pielęgnacji skóry. W kosmetykach do pielęgnacji ust zwiększa połysk i lepkość preparatu oraz ułatwia pokrycie warg barwnym filmem.
Isopropyl Myristate to składnik kosmetyków otrzymywany z kwasów tłuszczowych. Ester kwasu palmitynowego z alkoholem izopropylowym. Jest to syntetycznie otrzymany ester występujący w postaci rzadkiego oleju, który w kosmetyce zastępuje miejsce naturalnych lipidów. Jest bardzo dobrym środkiem rozpuszczającym, zmniejszającym lepkość kosmetyków oraz emolientem.

Jak wykonałam taki błyszczyk? To bardzo proste, wszystko jest świetnie wyjaśnione na stronie internetowej e-naturalne.

1. Zaczynamy od sprawdzenie kompletności otrzymanego zestawu.
2. Następnie  należy przygotować stanowisko pracy z zachowaniem podstawowych zasad higieny.
3. Do naczynia (zlewki) wlewamy wszystkie załączone w zestawie składniki oprócz pigmentów.
3. Łączymy je ze sobą, mieszając i lekko ogrzewając, np. w łaźni wodnej (ja użyłam miski z ciepła wodą ;P), do uzyskania jednolitej masy, na koniec powoli dodajemy barwniki, pigmenty – dokładnie mieszamy i ewentualnie dodajemy kroplę zapachu.
4. Uzyskaną masę przekładamy do pojemniczka.

I to wszystko, błyszczyk jest gotowy do użycia!


Kropli zapachu nie dodawałam, ale za to użyłam sporej ilości pigmentu o nazwie Coral. Najpierw dodawałam go po trochu, ale ponieważ dawał bardzo delikatny efekt to w rezultacie wsypałam go całkiem sporo :) I nie żałuję, bo kolor wyszedł świetny! :)
Niestety, do zestawu zostały dołączone opakowania, które w ogóle się nie sprawdzają :( Ciężko się je otwiera, wieczko musi być zawsze czyste, żeby mogło się szczelnie zamknąć, a wiadomo, że błyszczyk raczej chcę mieć zawsze przy sobie w torebce. 
Jestem ciekawa, czy w Rossmannie znajdę takie puste pojemniki na błyszczyki? Czy ktoś się może orientuje? Żałuję, że od razu sobie tego nie zamówiłam ;/

                                                     Fleurr

czwartek, 19 września 2013

Olejek łopianowy z dodatkiem olejku z kiełków pszenicy i jojoby

Olejek łopianowy z dodatkiem olejku z kiełków pszenicy i jojoby
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kolejny naturalny kosmetyk, który wygrałam razem z łopianową maską do włosów w konkursie organizowanym przez sklep bioema.pl. Jest to również produkt przeznaczony do pielęgnacji włosów, a mianowicie olejek łopianowy z dodatkiem olejku z kiełków pszenicy i jojoby. Jakich efektów możemy się spodziewać po jego zastosowaniu? Olejek ten stanowi naturalny multiwitaminowy preparat zawierający optymalny zestaw witamin, soli mineralnych i kwasów, dzięki temu w krótkim czasie skutecznie rozwiązuje problemy skóry głowy oraz włosów. Szczególnie jest polecany do stosowania przy łamliwości włosów, utracie elastyczności oraz wypadaniu. A także przy łupieżu i nadmiernym wysuszeniu skóry głowy.


Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że będę miała okazję przetestować ten olejek na swoich włosach. Więc, jak tylko go dostałam, od razu zaczęłam używać ;) Olejek łopianowy stosuje się tylko raz na tydzień, przed umyciem głowy i ja tak właśnie go używałam. Nie sprawia wrażenia ciężkiego, tłustego oleju, jest raczej lekki, a towarzyszy mu delikatny i przyjemny zapach. Łatwo się go zmywa. Olejek nie przyśpiesza przetłuszczania włosów. Jak wcześniej napisałam jest także przeznaczony do stosowania przy wypadających włosach, jednak producent uprzedza o konieczności regularnego stosowania i efektach widocznych dopiero po 6 miesiącach. Czyli wszystko jeszcze przede mną ;) Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie podzieliła się nim z moją siostrą. Jej włosy wymagają zdecydowanie intensywniejszej pielęgnacji od moich. Z tego też względu uznałam, że w teście kosmetyku do włosów będzie ona lepszym królikiem doświadczalnym ;)
Po pięciu tygodniach testu, po szóstym olejowaniu włosów zauważyłam poprawę w ich wyglądzie. Są na pewno lepiej nawilżone, mają więcej blasku i są bardzo miękkie w dotyku. Mam wrażenie, że olejek łopianowy świetnie poradził sobie z rozdwojonymi końcówkami. To chyba największy problem moich włosów "katowanych" codziennym prostowaniem :) I z tej poprawy jestem najbardziej zadowolona. Moja siostra za to zdecydowanie potrzebuje dłuższej kuracji lub częstszej aplikacji, chociaż już widać pierwsze oznaki poprawy w wyglądzie i dotyku jej włosów. Są mniej "sianowate", szczególnie końcówki które wcześniej wręcz błagały o podcięcie :P Jestem pewna, że dłuższe i częstsze stosowanie olejku przyniesie świetne rezultaty i pomoże jej wytrwać w zapuszczaniu ładnych, zdrowo wyglądających włosów. Ja już pokochałam ten olejek :) Jest skuteczny i w 100% naturalny.

Skład: Olus (olej roślinny), Arctium Lappa (olej łopianowy), Buxus Chinensis (olej jojoba), Triticum Vulgare (olej z kiełków pszenicy).

Zero ściemy, świetne działanie, jak dla mnie udany naturalny kosmetyk. Warto wypróbować! :))

                                                     Fleurr

niedziela, 15 września 2013

Dove Daily Care 2w1

 Dove Daily Care 2w1
Cześć! Jestem ostatnio jakaś przybita i nie mam na nic ochoty. To chyba wina zbliżającej się jesieni i zimy. Brakuje mi słońca. Na domiar złego, czekam aż mój promotor zatwierdzi mi pracę i będę mogła się w końcu obronić.
A dzisiaj przychodzę do Was z recenzją całkiem zwykłego szamponu Dove Daily Care 2w1, który często kupuje moja mama i którego mi zdarza się używać w trakcie czekania na przesyłkę kolejnego zamówionego naturalnego szamponu ;)
Dove zachwala swój produkt tym, że chroni włosy przed codziennymi zniszczeniami - dziwnie to brzmi ;P. Zaawansowana regenerująca technologia Dove zawiera Micro Moisture Serum, które pokrywa włókna włosów warstwą ochronną, zapewniając im delikatną ochronę przed oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Wygodna formuła 2w1 oczyszcza i pielęgnuje włosy, nie powodując ich obciążania. Pozostawia włosy odpowiednio zabezpieczone, wyraźnie zdrowsze i piękne.


No ale przejdźmy do mojej opinii :) Ostatnio zrobiłam się (niestety) znowu bardzo wygodna (leniwa) i przychylniejszym okiem spoglądam na produkty 2w1. W tym czasie moja odżywka i maska nie mają wyjścia i muszą przetrwać jakoś ten kryzys ;). Z Dove jedno nałożenie i spłukanie całkowicie mi wystarcza. Jego konsystencja jest gęstą i przyjemnie kremowa. Niestety jego zapach mi nie odpowiada. Jest zdecydowanie za bardzo perfumowany, czuć nieprzyjemną sztuczność. I to jest jedna z wielu rzeczy jakiej nie lubię w zwykłych, drogeryjnych kosmetykach! Szampon łatwo rozprowadza się po włosach i oczywiście, dzięki SLS idealnie się pieni! Odżywka, która jest w szamponie chyba dobrze działa, bo z rozczesywaniem moich farbowanych włosów, nie mam zbyt dużych problemów.

Cena to 13 zł za 350 ml

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium chloride, Parfum, Glycol Distearate, Glycerin, Dimethiconol, Carbomer, Sodium hydroxide, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, DMDM Hydantoin, Sodium benzoate, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, PPG-12, Citric acid, Disodium EDTA, PEG-45M, Mica, TEA-Sulfate, Triethanolamine, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Amyl Cinnamal, Benzyl alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl, Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, CI 15985, CI 19140, CI 77891.

Skład razi w oczy, przez dużą ilość szkodliwej chemii. W moim domu, właściwie tylko ja staram się kupować naturalne kosmetyki. A szkoda, bo jak to w życiu bywa, (w huśtawce nastrojów i przypływach zniechęcenia do wszystkiego) zdarza mi się zwlekać z zakupami i potem muszę używać tego, co jest pod ręką.


                                                     Fleurr

wtorek, 3 września 2013

Żel pod prysznic z wiesiołkiem od Biokosmy

Żel pod prysznic z wiesiołkiem od Biokosmy
Pogoda robi się coraz bardziej jesienna. Deszcz i wichury. Uczniowie rozpoczęli już rok szkolny, jak to dobrze, że dla mnie ten okres już minął ;)
Tym razem ponownie wracam do Was z marką Biokosma. Po udanym przetestowaniu kremu na dzień, nabrałam ochoty na jej kolejne kosmetyki. Od miesiąca mam przyjemność używania żelu pod prysznic z wiesiołkiem. Zapraszam więc do krótkiej recenzji :)

Według producenta zawarte w żelu wysokiej jakości ekstrakty roślinne z wiesiołka i owsa, powodują, że skóra staje się aksamitnie miękka. Natomiast zawarty w żelu glikozyd delikatnie oczyszcza skórę, bez jej wysuszenia.
Żel znajduje się w bardzo estetycznym opakowaniu. Materiał z jakiego zostało zrobione jest jednak odrobinę za miękki,
co w połączeniu z formą tubki grozi niekontrolowanym wydostaniem się zawartości podczas jego otwierania. Po prostu trzeba uważać ;P Żel ma cudowny zapach, jest bardzo kojący, odpręża i relaksuje. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ lubię długo pluskać się w wannie, co często traktuję jako wypoczynek po ciężkim dniu. Konsystencja żelu jak dla mnie jest odpowiednia, nie jest ani galaretowata ani zbyt płynna. Jak na pojemność 200 ml kosmetyk jest bardzo wydajny. Dzięki niewielkiemu otworowi w tubce daje się optymalnie dozować na gąbkę i pieni się doskonale.


Po miesięcznym stosowaniu mogę z czystym sumieniem napisać, że żel w 100% spełnił moje oczekiwania. Już od dłuższego czasu używam wyłącznie naturalnych żeli do kąpieli (wcześniej marki Eubiona oraz Olivaloe) i przyzwyczaiłam się, że wychodząc z wanny mam już dobrze nawilżoną skórę. Również Biokosma zdała ten test na medal. Dzięki temu sięgam po balsam
w wyjątkowych sytuacjach, tylko wtedy gdy mam na to ochotę :)

Cena to 45,60 zł za 200 ml (dostępny w pasażu kosmetycznym GreenHouse)

Kosmetyki marki Biokosma certyfikowane są przez NATRUE. Zawierają tylko naturalne systemy konserwujące. Nie zawierają surowców pochodzenia zwierzęcego oraz surowców z organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO). Nie zawierają syntetycznych barwników. Nie są testowane zarówno przy produkcji jak i przy rozwoju produktów na zwierzętach!

Skład: Aqua, Decyl Glucoside Sorbitol, Glycerin*, Vitis Vinifera Friut Extract, Oneothera Biennis Leaf Extract*, Avena Sativa Kernel Extract*, Chondrus Crispus Powder, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum, Xanthan Gum, Limonene**, Sodium Levulinate, Geraniol**, Linalool**, Sodium Anisate, Citronellol**
*Składniki pochodzące z upraw ekologicznych

Na koniec serdecznie zapraszam Was do odwiedzenia pasażu kosmetycznego GreenHouse. Jest to świetne miejsce do zaopatrzenia się w prawdziwe naturalne kosmetyki, w naprawdę konkurencyjnych cenach. Spośród żeli pod prysznic marki Biokosma do wyboru jest jeszcze wersja sandałowa, aloesowa i specjalna dla mężczyzn.

                                                     Fleurr

sobota, 31 sierpnia 2013

Receptura Babuszki Agafii na mocne włosy - Łopianowa maska

Receptura Babuszki Agafii na mocne włosy - Łopianowa maska
Łopianowa maska do włosów rosyjskiej firmy "OOO Pierwoje Reshenie", trafiła w moje ręce jako nagroda w konkursie organizowanym przez sklep z naturalnymi, ekologicznymi i organicznymi kosmetykami - bioema.pl. Nie zwlekając z rozpoczęciem jej stosowania, już dziś mogę podzielić się z Wami moją opinią.
Według producenta zawarty w masce olej łopianowy, który jest niezastąpionym środkiem w pielęgnacji włosów, posiada silne działanie regenerujące, sprzyja wzmocnieniu struktury włosów, zapobiegając ich łamliwości i przesuszeniu. Natomiast otręby owsiane odżywiają uszkodzone włosy przywracając im siłę i elastyczność.


Bardzo podoba mi się opakowanie maski, którego wygląd sprawia, że kosmetyk odruchowo kojarzy mi się z naturalnym, domowym wyrobem. Dobrze więc współgra z nazwą własną linii kosmetyków, czyli z "Recepturami Babuszki Agafii". W jakimś stopniu na pewno wpływa to na to, że chętniej po nią sięgam :)
Po odkręceniu wieczka, z kosmetyku wydobywa się delikatny i  bardzo przyjemny zapach, który na szczęście nie razi sztucznością. Mi kojarzy się po prostu z przyrodą.
Maskę nakładam na włosy zaraz po ich umyciu, gdy są jeszcze wilgotne. Konsystencja maski jest bardzo lejąca się. To trochę utrudnia jej odpowiednie nabranie na dłoń, więc czynność tę trzeba powtórzyć kilka razy. Producent zaleca spłukanie jej po
1-2 minutach od nałożenia. Według mnie zrobił to tylko po to, by nie zrazić do kosmetyku klientów, którym wszędzie się śpieszy i dla których 5 minut z maską na włosach to cała wieczność ;)
Po użyciu maski włosy stają się miękkie w dotyku, dobrze odżywione, nawilżone i rozczesują się z dziecinną łatwością. Nie zauważyłam ich obciążenia ani przyśpieszonego przetłuszczania. Jestem więc z niej bardzo zadowolona i naprawdę cieszę się, że miałam okazję ją wypróbować. W przyszłości planuję zakup maski drożdżowej na porost włosów oraz jajecznej, która odżywia i regeneruje zniszczone włosy. Tą akurat chętnie sprezentuję mojej siostrze :)


Niestety na opakowaniu nie ma żadnej informacji, żadnego znaku czy certyfikatu, który dałby mi 100% pewność, że składniki kosmetyku oraz sam produkt we wszystkich fazach produkcji nie były testowane na zwierzętach. Wiem, jednak, że część kosmetyków spod marki "Receptury Babuszki Agafii" certyfikowana jest znakiem ICEA. Napisałam e-maila w tej sprawie do producenta i czekam na odpowiedź.

Cena to 15 zł za 300 ml (dostępna w sklepie bioema.pl)

Skład: Aqua with infusions of: Avena Sativa Oat, Betula Alba Juice, enriched by extracts: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, cold pressed oils: Arctium Lappa Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Linum Usitassimum Seed Oil, Pyridoxine, Panthenol, Niacinamide, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Jak widzicie skład maski jest rewelacyjny! Jest to w 100% naturalny kosmetyk, co przy tak niskiej cenie jeszcze bardziej zachęca mnie do jego stosowania.

                                                     Fleurr

wtorek, 27 sierpnia 2013

Pasta do zębów bez fluoru od Neobio

Pasta do zębów bez fluoru od Neobio
Cześć :) Dzisiaj post opisujący coś, czego jeszcze nie było, a mianowicie pastę do zębów bez fluoru marki Neobio. Pasta ta, dzięki zawartości mineralnych drobinek redukuje powstawanie próchnicy, kamienia i płytki nazębnej. Olejek z mięty pieprzowej odświeża oddech. Cenne ekstrakty roślinne: bio-oczar wirginijski i bio-rozmaryn doskonale myją i utrzymują zdrowe zęby i dziąsła.

Jeszcze do niedawna kupowałam wyłącznie pastę do zębów od Colgate. Miałam swoją ulubioną MaxFresh Clean Mint i tylko w awaryjnych sytuacjach sięgałam po inną, pilnując jedynie, by miała odpowiednią ilość fluoru (1450 ppm). Od dziecka wmawiano mi, że fluor jest dobry i musi się znajdować w każdej paście do zębów. Więc dlaczego pasta Neobio nie ma fluoru? 
Co spowodowało, że postanowiłam ją przetestować? I co tak naprawdę wiemy o fluorze?
“Fluor jest dodatkiem do różnych preparatów stomatologicznych, stosowanych do walki z próchnicą. Wzmacnia szkliwo zębów, niestety – zdaniem wielu naukowców – pozbawia zarazem zęby i kości wapnia, przez co stają się kruche. Wśród skutków ubocznych stosowania fluoru naukowcy wymieniają zmiany szkieletowe, osteoporozę, zapalenie stawów, a nawet raka kości...". 
Chyba przyznacie mi rację, że nie brzmi to zbyt dobrze i może naprawdę przestraszyć. Jeszcze bardziej czuję się oszukana po dokładnym przestudiowaniu choroby zwanej fluorozą (najłatwiej nabawić się jej będąc niczego nieświadomym dzieckiem, na skutek połykania pasty podczas mycia zębów). Teraz już wiem czym są białe matowe przebarwienia na moich zębach :/  
Już na początku testów pasty Neobio postanowiłam więc, że nie wrócę już do popularnych past z fluorem. Pewną jego ilość i tak przecież dostarczam do organizmu wraz z pokarmem i wodą.


A co do samej pasty Neobio, to znajduje się ona w białej tubce, z delikatnym, zielonym motywem rozmarynu i oczaru wirginijskiego. Po tygodniach używania jestem z niej bardzo zadowolona. Na początku jednak miałam mieszane uczucia, ponieważ pasta Neobio nie była dla mnie wystarczająco miętowa. Ale po pewnym czasie przestałam na to zwracać uwagę, ponieważ pomimo braku mocnego miętowego smaku, pasta idealnie odświeża mój oddech. Poza tym pieni się wystarczająco mocno, więc nawet po 2 minutach nie męczę się szorowaniem zębów "na sucho".
Pasta do zębów bez fluoru marki Neobio jest produktem wegańskim, wolnym od glutenu i certyfikowanym przez BDIH. Tym samym mam gwarancję, że składniki i gotowy produkt nie były testowane na zwierzętach.

Cena to 8 zł za 75 ml (dostępna w pasażu kosmetycznym GreenHouse)

Skład: Aqua, Calcium Carbonate, Glycerin, Silica, Sodium Lauryl Sulfoacetate, Maris Sal (Sea Salt), Xylitol, Chondrus Crispus Extract, Xanthan Gum, Algin, Glucose, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Commiphora Abyssinica Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Extract*, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract*, Aroma (Flavor), Limonene.
*Składniki pochodzące z upraw ekologicznych

W składzie znajduje się Sodium Lauryl Sulfoacetate, czyli naturalny, delikatny zamiennik klasycznego SLS, wytwarzany na bazie oleju kokosowego. Zastosowany oczywiście po to, by pasta mocno się pieniła.

Podsumowując, pasta do zebów Neobio jest świetną alternatywą dla zwykłych past z fluorem i jeśli przeżyjecie brak mocnego miętowego smaku, to szczerze Wam ją polecam ;D Proponuję również, abyście sprawdziły u siebie, czy macie objawy fluorozy. A może już używacie past bez fluoru? Jeśli tak, to jestem bardzo ciekawa jakich :) 

                                                     Fleurr

czwartek, 15 sierpnia 2013

Kremożel przeznaczony do cery wrażliwej i trądzikowej

Kremożel przeznaczony do cery wrażliwej i trądzikowej
Cześć :) Dzisiaj chciałabym napisać Wam o kremie, który wygrałam u jednej z blogerek i który jest robiony przez nią samą. Jest to kremożel przeznaczony do cery wrażliwej i trądzikowej.
Bardzo ucieszyłam się z wygranej, ponieważ na policzkach w tamtym czasie wyskoczyły mi nowe niespodzianki. Gdy tylko trafił w moje ręce, od razu nałożyłam go na oczyszczoną skórę.
Pierwsze wrażenia, były bardzo pozytywne. Jako pierwszy przypadł mi do gustu jego zapach. Dziewczyna, która go zrobiła, również go używała, ale zapach akurat jej bardzo przeszkadzał. Tak samo moja mama, gdy dałam jej do powąchania stwierdziła, że to zapach nie dla niej ;) Nie wiem dlaczego akurat mi się tak bardzo spodobał :)


Po nałożeniu kremu czułam delikatne pieczenie. Jak dla mnie to +, bo lubię czuć, jak coś się dzieje na mojej twarzy. Wtedy mam wrażenie, że kosmetyk działa.
Na początku działanie było bardzo dobre. Krem naprawdę poradził sobie z wypryskami na policzkach i po krótkim czasie prawie nic na nich nie miałam. Zadowolona z efektu zaczęłam stosować go na całą cerę. Jednak po kilku tygodniach zauważyłam, że na mojej twarzy zaczęły intensywnie pojawiać się nowe pryszcze. Nawet na czole, z którym już od dawana nie miałam problemów! Tak samo przy uszach i na żuchwie. Znowu się podłamałam i zastanawiałam, czy sięgnąć po Atrederm. Nawet byłam w aptece i go kupiłam. Jednak skóra po Atredermie nie powinna być wystawiana na promienie słoneczne, więc odpuściłam.


Kremożel był jedynym moim nowym kosmetykiem, jaki zaczęłam używać w ostatnim czasie, więc to on musiał spowodować moje problemy z cerą. Postanowiłam więc odłożyć go na półkę. A jak się później okazało, po niecałych dwóch tygodniach przestały pojawiać się nowe niespodzianki, a moja cera wraca do normalności :)

Skład: Salvia Officinalis Water, Phenoxyethanol (konserwant*), Argania Spinosa Seed Oil, Carthamus Tinctorius, Herb extracts: Glycyrrhiza Glabra, Calendula Officinalis, Viola Tricolor, Salix Alba; Propylene glycol (rozpuszczalnik*), Lecithin, D-panthenol, Trilaureth-4-phosphate, Sorbitol, Citric Acid, Saccharomyces Cerevisiale, Zinc PCA, Copper PCA, Ethylhexylglycerin, Glucose,Colloidal Cuprum, Urea, Niacinamide, Citrus Aurantium Sinensis (Orange) Fiber, Xanthan Gum.
*więcej informacji na "Toksyczne składniki kosmetyków" opr. przez dr. Henryka S. Różańskiego

Cieszę się, że krem na początku poradził sobie z pryszczami na policzkach, ale szkoda, że zaraz po tym tak źle na mnie podziałał.
Blogerka, która go zrobiła dodała do kremu bardzo dużo hydrolatu szałwiowego, który składa się między innymi z Phenoxyethanolu, który z kolei powoduje wypryski. Więc winię tę substancję za nagły wysyp pryszczy. Od dawna moja cera ma styczność tylko z naturalnymi kosmetykami i może mieszanka tych złych substancji spowodowała tak złą reakcję :( Obiecałam sobie, że to jednak nie zrazi mnie do kosmetyków robionych w domu ;))


                                                     Fleurr

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rewitalizacyjny olejek z dzikiej róży

Rewitalizacyjny olejek z dzikiej róży
Hej! W lipcu, dzięki firmie Monoitiara, trafił w moje ręce olejek z dzikiej róży. Moja cera nie jest idealna, a to za sprawą blizn potrądzikowych na czole oraz drobnych przebarwień na policzkach (gojące się miejsca po trądziku). Długi proces gojenia się ran niestety nie zdobi mojej cery :/
Olejek z dzikiej róży wydaje się więc być idealnym kosmetykiem dla mnie, ponieważ wygładza i leczy odwodnioną, zmęczoną skórę, blizny pooperacyjne, potrądzikowe, pooparzeniowe, rozstępy, przebarwienia i pękające naczynka krwionośne. Jest idealny jako serum pod krem na noc oraz jako olej bazowy do mieszania z olejkami eterycznymi.


Olejek z dzikiej róży to mój drugi kosmetyk marki Bio-Logical, która zdobyła moje serce przede wszystkim 100% naturalnym składem i świetnym designem swoich produktów. Olejek, tak jak recenzowany przeze mnie wcześniej morelowy krem do rąk, znajduje się w satynowanym szklanym opakowaniu z pompką, która bardzo ułatwia dozowanie produktu.
Olejek nakładam wieczorami na umytą cerę. Na początku czekałam, aż olejek się wchłonie i następnie wsmarowywałam w skórę krem na noc. Od niedawna jednak postanowiłam nakładać sam olejek :) Wydaje mi się, że efekt jest wtedy bardziej widoczny. Cera jest ładnie rozświetlona i bardzo mi się to podoba. Dodatkowo pod wpływem pewnego artykułu, przestałam rano myć buzię, ponieważ przeczytałam w nim, że nasza cera przez noc się regeneruje, a rano, przez umycie i szorowanie, pozbawiamy ją tej zregenerowanej warstwy. O efektach tego eksperymentu poinformuje Was za jakiś czas :P


Skoro olejek z dzikiej róży ma za zadanie m.in.wygładzić blizny potrądzikowe, pomyślałam sobie, że może będzie również idealny na moje pierwsze pojawiające się delikatne zmarszczki wokół oczu. Więc i tam wcieram go bardzo intensywnie ;) Na razie mam wrażenie, że olejek świetnie sobie radzi i z tym problemem. Uelastycznił mi skórę wokół oczu, a zmarszczki choć były bardzo delikatne wydają się wygładzone i mniej widoczne.
A co z bliznami potrądzikowymi? Na razie zauważyłam poprawę, głównie poprzez rozjaśnienie skóry twarzy, przez co i blizny są jakby mniej widoczne. Oczywiście jestem świadoma, że są one już stare i sam olejek ich nie zlikwiduje, jednak z pierwszych efektów jestem zadowolona. Mam nadzieję, że z czasem będzie tylko lepiej, tym bardziej, że takie olejki są bardzo wydajne i starczy mi go jeszcze na kilka miesięcy używania.
Za to świeże pozostałości po trądziku niweluje bardzo szybko. Stanowczo skrócił czas gojenia się mojej skóry. Akurat teraz, w okresie ślubów i wesel, stał się moim wybawieniem :D Nieskromnie napiszę, że chyba nie ma zdjęcia, na którym nie wyszłabym ładnie xD

Olejek z dzikiej róży jest również przeznaczony do cery naczynkowej. Więc byłby idealny także dla mojej siostry. Na razie jednak go przed nią ukrywam hihi ;D Może kupię jej na urodziny, albo na gwiazdkę. W końcu czas tak szybko leci...

Cena to 77,90 zł za 50 ml (dostępny w monoitiara.pl)

Skład: Rose hip oil* (Rosa Canina Fruit oil*)
*SKŁADNIKI POCHODZĄCE Z UPRAW EKOLOGICZNYCH
100% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
100% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych

Kosmetyki marki Bio-Logical to naturalne i organiczne produkty certyfikowane przez COSMEBIO i ECOCERT. Kosmetyki oraz ich składniki nie są testowane na zwierzętach! 
Olejek z dzikiej róży jest produktem wegańskim.

Skład jest bardzo przyjemny, ponieważ jedyne co się w nim znajduje to czysty olejek z dzikiej róży ;)


                                                     Fleurr

wtorek, 6 sierpnia 2013

Alternatywa dla maski Olivaloe, czyli szampon wzmacniający i odżywka

Alternatywa dla maski Olivaloe, czyli szampon wzmacniający i odżywka
Cześć! :) Na wstępie chciałam Was przeprosić za moją kilkudniową nieobecność. Byłam na weselu w Gdańsku i nie miałam dostępu do internetu. Horror! Ale zaraz zacznę do Was zaglądać i nadrabiać zaległości ;) Wczoraj wieczorem dotarłam do domu, piekielnie zmęczona, ale i zadowolona z wyjazdu. Wytańczyłam się jak nigdy. I wszystko byłoby piękne, gdyby nie przymus podróżowania zatłoczonym pociągiem bez klimatyzacji.
Jednak wracając do sedna tego postu, pragnę wreszcie zaprezentować Wam dwa produkty do pielęgnacji włosów, które miałam okazję używać przez ostatnie tygodnie. A są nimi szampon i odżywka marki Olivaloe.


Wzmacniający szampon do włosów Olivaloe zapobiega ich wypadaniu. Przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów włosów. Zawiera organiczną oliwą z oliwek, organiczny aloes, witaminę H, prowitaminę B5 i ekstrakt z liści laurowych. Jak obiecuje producent połączone działanie tych naturalnych składników wzmacnia cebulki włosowe, leczy skórę głowy przez co znacznie zmniejsza wypadanie włosów, nadając im objętość i blask.
Szampon ma leistą konsystencję. Jego zapach jest delikatny i przyjemny. Dla wzmocnienia efektu działania, starałam się za każdym razem zostawić go przez kilka minut na włosach. Po spłukaniu szamponu włosy dobrze się rozczesywały i były bardzo miękkie w dotyku. Z wydajnością wychodzi troszkę gorzej. Ponieważ mam już całkiem długie włosy, to przy intensywnym używaniu skończył się po ok pięciu tygodniach. Ale za to zrekompensował się tym, że w ogóle nie obciążał moich włosów.

Skład: Aqua, Sodium Lauroamphocetate, Coco-Glucoside, Laureth 7 Cerate, Sodium Cocopolyglucose Tartrate, Sodium Lauryol Sarcosinate, Cocamidopropyl Betaine (detergent)*, Cocamide Dea (detergent)*, Disodium Cystinyl Disuccinate, Parfum, Triethanolamine (detergent)*, Butylene Glycol (rozpuszczalnik)*,  Sodium Hydrocide, Glycerine (vegetable), Panthenol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Disodium Edta (stabilizator)*, Sugar, Laurus Nobilis Plant Extract, Biotin, Olea Europaea(Olive)Fruit Oil, Aloe Vera Barbandensis Powder, Linalool, Amyl-Cinnamal, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Cinnamic Alcohol, A-ISO Methylionone, Cinnamic Aldehyde.
*więcej informacji na "Toksyczne składniki kosmetyków" opr. przez dr. Henryka S. Różańskiego

Niestety jak widzicie w składzie zaznaczyłam aż pięć wypełniaczy, które w naturalnym kosmetyku nie powinny się znaleźć.
Cena to 35 zł za 200 ml (29,75 zł z rabatem -15% w sklepie kreta24.pl)


Odżywka do włosów Olivaloe zawiera organiczną oliwą z oliwek, organiczny aloes, zieloną herbatę, witaminę E, prowitaminę B5 i aminokwasy jedwabiu. Nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. Nawilża, odżywia i łagodzi skórę głowy. Ułatwia rozczesywanie, nadaje włosom połysk i zwiększa ich objętość.


Z odżywką Olivaloe obchodziłam się jak z każda inną, czyli nakładałam ją zaraz po spłukaniu szamponu i pozostawiałam na ok 3-4 minuty, a następnie dokładnie spłukiwałam. Odżywka jest koloru białego, o konsystencji przypominającej trochę (wspomnianą w tytule posta) maskę do włosów, o której pisałam TUTAJ. 
Bardzo łatwo daje się rozprowadzać po włosach, dając przy tym delikatny, ujmujący zapach, który utrzymuje się na włosach do 2 godzin. 
Działanie odżywki jest mocno zadowalające. Jak to się często u mnie zdarza z kosmetykami, które zostawiam na wannie, moja młodsza siostrzyczka bez skrupułów mi ją podbierała ;) W jej przypadku poprawił się stan suchych końcówek, które tak na marginesie już dawno powinny być podcięte o co najmniej 15 cm. Obie zgodnie zauważyłyśmy, że po wielokrotnym zastosowaniu odżywki włosy sprawiały wrażenie dobrze nawilżonych. Jedynym minusem, jaki zauważyłam w jej przypadku jest to, że trochę ciężko rozczesuje się po niej moje farbowane włosy. Z naturalnym kolorem moja siostra nie miała już takich problemów.

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Parfum, Amodimethicone, Panthenol, Trideceth-12, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Butylene Glycol (rozpuszczalnik)*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Extract, Citric Acid, Aloe Vera Barbandensis Powder, Olea Europaea, Silk Amino Acids, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol (konserwant)*.
*więcej informacji na "Toksyczne składniki kosmetyków" opr. przez dr. Henryka S. Różańskiego

Cena to 32 zł za 200 ml (27,20 zł z rabatem -15% w sklepie kreta24.pl)

Kosmetyki Olivaloe produkowane są w Grecji, a więc na terenie UE, gdzie testy na zwierzętach są zabronione. Na opakowaniu kosmetyków umieszczony jest znaczek króliczka z napisem "Not Tested on Animals". Nie czując się do końca tym usatysfakcjonowana, postanowiłam sprawdzić jak wygląda sytuacja odnośnie poszczególnych składników i napisałam w tej sprawie do producenta. W odpowiedzi otrzymałam zapewnienie, że brak testów na zwierzętach dotyczy również wszystkich substancji użytych do produkcji kosmetyków Olivaloe. To chyba musi mi wystarczyć.


                                                     Fleurr 

środa, 24 lipca 2013

Antyperspirant jaśminem pachnący!

Antyperspirant jaśminem pachnący!
Ilości przetestowanych przeze mnie antyperspirantów bałabym się nawet próbować zliczyć ;D Tyle tego było! Kulki, sztyfty i dezodoranty. Tanie, drogie, drogeryjne i apteczne. Więc można powiedzieć, że jestem specem od antyperspirantów hihi ;)
Prezentuję Wam mój ostatni nabytek greckiej marki, która jest częstym gościem na moim blogu. Jaśminowy dezodorant roll on od Olivaloe w swoim składzie posiada organiczną oliwę z oliwek i organiczny aloes. Zapobiega poceniu się i powstawaniu nieprzyjemnych zapachów. Zawartość bisabololu wzmacnia jego właściwości antybakteryjne, a alantoina nawilża delikatną skórę i zapobiega powstawaniu podrażnień. Łagodny ekstrakt jaśminu nadaje mu przyjemny, delikatny zapach.


Antyperspirant Olivaloe jest bardzo delikatny i u mnie sprawdza się najlepiej, w zwykłe dni. Ponieważ moje problemy z nadmiernym poceniem wywołuje przede wszystkim stres, to w przypadku ważnej rozmowy, czy egzaminu sięgam zdecydowanie po coś mocniejszego z apteki. Na co dzień jednak dezodorant roll on od Olivaloe spełnia swoje zadanie w 100%. Co ważne, w przypadku takich kosmetyków, nie pozostawia na ubraniu białych ani żółtych śladów i bardzo szybko się wchłania. Nie podrażnia skóry pach, nawet gdy nakładam go tuż po depilacji. Jego cudowny jaśminowy zapach, po prostu nie może się nie podobać! Do tego utrzymuje się naprawdę bardzo długo. A to, oprócz skutecznego działania cenię sobie najbardziej w dobrych antyperspirantach.


Jaśminowy dezodorant roll on jak każdy kosmetyk Olivaloe był testowany dermatologicznie i nie był testowany na zwierzętach. Jest wolny od alergicznych substancji zapachowych, bez parabenów, olei mineralnych, glikolu propylenowego, wazeliny i silikonu.

Cena to 28 zł za 50 ml (z rabatem 23,80 zł)

Skład: Aqua, Aluminium Chlorohydrate, PEG-15 Stearyl Ether, Steareth-2, Parfum, C12-13 Akyl Lactate, Steareth-21, Glycerin vegetable, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Bisabolol, Allantoin, Jasminus Officinale Extract, Olea Europaea (olive) Fruit Oil, Aloe Vera Barbandebsis Powder, Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamaldehyde, Hydroxymethylpentylcyclohexene (Lyral), 2-(4-Tert-Butylbenzyl) Propionaldehyde (Lilial), Linalool, Alpha-Iso Methyl Ionone.

Jeśli macie ochotę na własnej skórze sprawdzić działanie kosmetyków Olivaloe to zapraszam do sklepu kreta24.pl, gdzie możecie skorzystać z rabatu -15%.



                                                     Fleurr


poniedziałek, 22 lipca 2013

Kokos z Malezji od Yves Rocher

Kokos z Malezji od Yves Rocher
Jeszcze nigdy nie miałam okazji pisać o wodach toaletowych. Dlatego dziś przedstawię Wam jedną z nich :) "Moja" woda toaletowa pochodzi ze sklepu Yves Rocher, którego muszę przyznać, nie bardzo lubię. A to dlatego, że naciągają klientów reklamując swoje produkty jako naturalne. A takich kosmetyków, w asortymencie ich sklepów, prawie w ogóle nie ma :(
Ponad rok temu, będąc w jednej z galerii w Poznaniu, zauważyłam sklep Yves Rocher. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to hasło "produkty naturalne" i wyższe ceny. Szukałam dla siebie żelu do mycia twarzy i ekspedientka pomogła mi wybrać, zachwalając, że jest to własnie produkt naturalny itp. Wtedy o składach nie wiedziałam zbyt wiele, ale gdy tylko dotarłam do domu, z ciekawości włączyłam stronę internetową i niestety, okazało się, że było w nim dużo sztucznych wypełniaczy. Bardzo się na tej marce zawiodłam i do dzisiaj raczej omijam ją z daleka.
Dla wody toaletowej Kokos z Malezji zrobiłam jednak wyjątek...


...ale żeby nie było, ja jej nie kupiłam ;P Jest to kosmetyk mamy mojego chłopaka. A ponieważ ostatni tydzień spędzałam w jego rodzinnym domu, używałam ją do woli. Przy pierwszym psiknięciu wyczuwałam bardzo mocny zapach alkoholu, wręcz duszący! Z czasem jednak powoli przechodził w delikatną woń i można było delektować się zapachem egzotycznego kokosa. 
Woda toaletowa Yves na tyle mi się spodobała, że używałam ją prawie codziennie ;D Niestety, zbyt długo nie utrzymuje się na skórze. Jest czymś w rodzaju mgiełki, która bardzo szybko wyparowuje. A szkoda, bo mogłabym tak cały dzień pachnieć aromatycznym kokosem.

Cena za 100 ml to 39,90 zł

Skład: Alcohol denat, Aqua, Parfum, Cocos Nucifera (Coco-Nut) Fruit Extract, Ethylhexylsalicylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Citronellol, Geraniol.

Używacie kosmetyków tej marki? Jakie macie o niej zdanie? Jeśli wszystkie zapachy są takie, to może jednak dam jej jeszcze szansę :P Miłego dnia...


                                                     Fleurr

środa, 17 lipca 2013

Moja pierwsza przygoda z marką Biokosma

Moja pierwsza przygoda z marką Biokosma
Witam Was! :) Dzisiaj napiszę o moim pierwszym kosmetyku szwajcarskiej marki Biokosma. Jest nim ochronny krem na dzień z serii Basic, który według obietnic producenta nawilża skórę i zapobiega nadmiernej utracie wody. Kombinacja pielęgnacyjnych substancji z oczaru wirginijskiego, pszenicy, ziaren winogrona i oleju z pszenicy nadaje cerze piękny blask i zdrowy wygląd.


Krem znajduje się w estetycznym 50 ml opakowaniu w formie klasycznej tubki z nakrętką. Chociaż wygląd ma tak naprawdę marginalne znaczenie, to jednak przyznacie mi racje, że przyjemniej używa się po prostu ładnego kosmetyku :P I chociaż opakowanie w którym producent umieścił krem jest z tych "zwyczajnych", to jego design wręcz idealnie oddaje najważniejszy atrybut kremu, czyli 100% naturalność. 
A jak kosmetyk spisał się u mnie w codziennej pielęgnacji? 
Spełnił swoje zadanie na 5-kę. Przez ostatnie 8 tygodni towarzyszył mi każdego ranka. Jest on bardzo lekki, z łatwością rozprowadzałam go po twarzy. Bardzo szybko się wchłaniał i już po chwili w ogóle go nie czułam, mając przy tym dobrze nawilżoną cerę. Zapach kremu jest naprawdę bardzo przyjemny i subtelny. Utrzymywał się na skórze nawet przez krótką chwilę po aplikacji.  
Krem oczywiście nie podrażnił, ani nie zapychał mojej cery. Dodatkowo bardzo dobrze radził sobie z niedoskonałościami skóry, ponieważ potrafił bardzo ładnie je zmatowić. Przy moich problemach skórnych jest to dla mnie dużą zaletą ;)  


Cały asortyment marki Biokosma jest oczywiście w 100% naturalny. Do produkcji kosmetyków wybierane są wyłącznie surowce roślinne o najwyższej skuteczności, aby jeszcze lepiej działały na naszą skórę. Produkty firmy Biokosma zawierają tylko naturalne systemy konserwujące. Wykorzystywane są wyłącznie oleje roślinne, wosk i ekstrakty. Kosmetyki nie zawierają surowców pochodzenia zwierzęcego oraz surowców z organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO). Zawierają wyłącznie naturalne barwniki. Nie są testowanie zarówno przy produkcji jak i przy rozwoju produktów na zwierzętach. I są testowany dermatologicznie, więc naturalna równowaga skóry zostaje zachowana.

Skład: Aqua, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Dicaprylyl Ether, Parfum, Triticum Vulgare (Wheat) Germ OIl, Glycerin, Saccharide Isomerate, Cetearyl Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Alcohol, Hammamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Cetyl Palmiate, Potassium Sorbate, Lecithin, Cocoglycerides, Sodium Hydroxide, Ascorbyl Palmiate, Dodecyl Gallate, Tocopherol, Alpha-isomethyl Ionone, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl-3-cyclohexene Carboxaldehyde, Isougenol, Limonene, Linalool.

Cena to 69,50 zł za 50 ml (dostępny w pasażu kosmetycznym GreenHouse)

Ochronny krem na dzień z serii Basic marki Biokosma to bardzo udany kosmetyk, który z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Świetnie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji cery normalnej, mieszanej i tłustej. I chociaż to dopiero mój pierwszy kosmetyk tej marki, to już obdarzyłam ją sympatią i dużym zaufaniem :)


                                                     Fleurr

niedziela, 14 lipca 2013

Morelowy zawrót głowy

Morelowy zawrót głowy
Cześć :)
Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam morelowy krem do rąk z linii Delicious, francuskiej marki Bio-Logical.
Ten ochronny krem do rąk regeneruje i odżywia odwodnioną skórę. Zawarty w nim olej morelowy nawilża i zmiękcza. Cenny olej arganowy i karite bogate w witaminę E opóźniają procesy starzenia się skóry. A delikatny morelowy zapach i nietłusta formuła sprawią, że dłonie będą odświeżone i jedwabiście gładkie.


Krem znajduje się w przyjemnej dla oka, wykonanej z satynowanego szkła buteleczce zakończonej pompką, dzięki której aplikacja kosmetyku jest niezwykle dokładna i bardzo wygodna. Przyznam, że to dosyć rzadko spotykane rozwiązanie i mi kojarzy się ono z kosmetykami z tzw. "górnej półki". A szkoda, bo bardzo przypadło mi ono do gustu i w porównaniu ze zwykłymi nudnymi, plastikowymi tubkami (z których wyciskamy krem, a przy końcu ciężko nam coś z nich wydobyć), to rozwiązanie wypada bardzo korzystnie. To wszystko, plus atrakcyjny design kosmetyków sprawiają, że odbieram markę Bio-Logical i jej produkty jako modne, nowoczesne i warte wypróbowania.  

A co z samym kremem i jego działaniem? Tu również wypada mi go pochwalić. Wręcz idealnie nawilża moje dłonie. A po aplikacji wyczuwam piękny zapach moreli, który naprawdę długo utrzymuje się na mojej skórze. Kosmetyk aktywnie pielęgnuje, wyraźnie zmiękcza i wygładza skórę moich dłoni. Zauważyłam również wyraźne wzmocnienie płytek paznokci, które ostatnio zaczęły mi się łamać i rozdwajać. Ponieważ do Eveline 8w1 nie chcę już wracać, z powodu złych opinii na jej temat, cieszę się, że krem w pewnym stopniu potrafi zastąpić również tradycyjną odżywkę :)
Jak zawsze dużym plusem dla mnie jest to, iż kosmetyk wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając tłustego filmu na dłoniach, którego bardzo lubię.

Kremy do rąk zwykle bardzo szybko mi się kończą, z powodu dużej intensywności ich używania. Uwielbiam mieć je zawsze przy sobie. Ten mam już miesiąc i została mi jeszcze mniej więcej jego połowa :) Czyli jest bardzo wydajny.


Wszystkie produkty marki Bio-Logical są oczywiście naturalnymi i organicznymi kosmetykami certyfikowanymi przez COSMEBIO i ECOCERT. Nie są testowane na zwierzętach i są produktami wegańskimi.

Skład: Eau (Aqua), Aloe Vera (Aloe Barbadensis leaf extract)*, Coco Caprylate Caprate, Glycérine végétale (Glycerin), Alcool cétéarylique (Cetearyl alcohol), Beurre de Karité (Butyspermum Parkii)*, Alcool béhénylique (Behenyl alcohol), Huile d’argan (Argania Spinosa oil)*, Huile d’abricot (Prunus Armeniaca kernel oil)*, Alcool cétylique (Cetyl alcohol), Cetearyl Glucoside, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Stearate Citrate, Extrait de Calendula (Calendual officinalis flower extract)*, Huile de tournesol (Sunflower seed oil)*, Gomme xanthan (Xanthan Gum), Tocophérol, Alcool Benzylique (Benzyl Alcohol), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum**, Acide Citrique, Citronellol**, Limonene**, Linalool**
* Składniki pochodzące z upraw ekologicznych              98.9% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego
** Składniki pochodzące z olejków eterycznych             28% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych


Cena to 41,90 zł za 50 ml (dostępny w sklepie monoitiara.pl)

Zapraszam również do przejrzenia innych, nie tylko morelowych propozycji marki Bio-Logical.
Wszystkie kosmetyki znajdziecie w monoitiara.pl, który jest dystrybutorem organicznych i certyfikowanych kosmetyków marek: Bio-Logical, GO&HOME, #SPORTis i Like Oranges.


                                                     Fleurr

piątek, 5 lipca 2013

Demakijaż na 5+

Demakijaż na 5+
Cześć dziewczyny!
W jednym z blogowych konkursów miałam szczęście wygrać kosmetyki jednej z moich ulubionych marek - Eubiony. Były to produkty z linii miodowo ziołowej. A mianowicie żel pod prysznic, który znałam już wcześniej i coś całkiem dla mnie nowego, czyli świetne miodowo-ziołowe mleczko do demakijażu, które delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę.
Według producenta wyciągi z miodu i nagietka dodatkowo wspomagają doskonałe samopoczucie naszej skóry każdego dnia. Skóra pozostaje odświeżona i oczyszczona bez śladu oznak odwodnienia. A wartościowe esencje z gingo regenerują komórki skóry.


Moje zaufanie do marki po raz kolejny potwierdziło się w 100%. To mój najlepszy preparat do demakijażu, jaki kiedykolwiek używałam. Duża ulga po ostatnio nieudanie testowanym płynie micelarnym od Bandi, który pomimo skutecznie usuwanego makijażu, bardzo podrażnił mi cerę i spowodował pojawienie się krostek na całej buzi. W tym również na policzkach :(, które jak do tej pory miałam bardzo ładne. Z tym mleczkiem nie doświadczyłam żadnych przykrych niespodzianek. Nie uczulił, nie podrażnił i jest bardzo delikatny, więc idealnie nadaje się do skóry wrażliwej. 

Pierwsze co zaskoczyło mnie po otwarciu przesyłki to jego rozmiar ;) W końcu to 100 ml, więc nie wiem dlaczego spodziewałam się czegoś dużego ;P Chyba jeszcze tak do końca nie przyzwyczaiłam się do faktu, że kosmetyki naturalne w większości przypadków sprzedawane są w dużo mniejszej objętości/gramaturze, niż ich "zwyczajni, nienaturalni kuzyni".
Co do samego demakijażu, to mleczko spełnia swoje zadanie w 100%. Doskonale usuwa mój całodniowy makijaż, dzięki temu, rano nie budzę się z resztkami tuszu na oczach, jak to było w przypadku mleczka z Vichy, o którym pisałam kilka miesięcy temu.
Co bardzo ważne, mleczko z Eubiony nie podrażnia oczu, nawet jak niechcący trochę dostanie się go do naszego oka. 

Oczywiście jak wszystkie kosmetyki marki Eubiona, mleczko do demakijażu nie zawiera składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, konserwujących oraz zapachowych. Nie było także testowane na zwierzętach.
I posiada certyfikat ECOCERT!

Cena to 22,95 zł za 100 ml (w sklepie GreenHouse aktualnie w promocji - 20,29 zł)

Skład: Water Hydroalcoholic of Calendula*, Surfactant and Detergent Made From Coconut Oil, Soya Oil*, Calendula Extract*, Glyceryl Stearate Citrate (a natural emulsifier), Common Myrtle Extract*, Honey, Sorbitan Stearate (a natural emulsifier), Sucrose (a natural emulsifier), Jojoba Oil*, Gingko Extract, Alcohol, Palm Oil Extract, Sorbitol, Xanthan, Natural Vitamin E, Mix of Essential Oils, Limonene, Linalool, Citronellol.
*składniki pochodzące z kontrolowanych ekologicznych upraw!

Na koniec już tylko króciutko. Po prostu z czystym sumieniem Wam go polecam! :))



                                                     Fleurr

poniedziałek, 1 lipca 2013

Egzotyczne chwile pod prysznicem

Egzotyczne chwile pod prysznicem
Hej! :)
Ledwie zdążyłam trochę ponarzekać na upał, a tu znowu przyszło ochłodzenie. A teraz już bardzo, bardzo, bardzo za ciepłem tęsknię :P
Skoro mamy już tą pochmurną pogodę, to chciałabym Wam na poprawę nastroju "wstrzyknąć" małą dawkę egzotyki. Na początku czerwca oprócz kremu do rąk [klik], kupiłam żel pod prysznic marki Olivaloe w wersji "Exotic" z prowitaminą B5, organiczną oliwą z oliwek i organicznym aloesem.
Składniki te nawilżają skórę jednocześnie dokładnie ją oczyszczając. Poza tym zawarty w kosmetyku olej arganowy, bogaty w kwasy tłuszczowe i witaminę E oraz ekstrakty z papirusa i wiciokrzewu o wysokim stężeniu cukrów i minerałów, zapewniają skórze ochronę antyoksydacyjną, wspomagają odbudowę komórek i utrzymują stały poziom nawilżenia.


"Exotic" żel ma nietypową, ale bardzo ładną barwę, która kojarzy mi się z różowym grejpfrutem (aparat chyba troszkę zakłamał kolor). Wygląd opakowania jest oczywiście taki sam jak innych kosmetyków marki Olivaloe, czyli bardzo prosty, estetyczny i nowoczesny. A sama buteleczka bardzo przyjemna w użytkowaniu.
Żel jest wydajny, ale to chyba przede wszystkim zasługa tego, że częściej nalewam go starannie na dłoń, niż na gąbkę (200 ml to chyba standard wśród naturalnych żeli pod prysznic). Jak na naturalny żel pieni się nie najgorzej, za to bardzo łatwo i szybko namydla skórę. Najlepsze w nim jest to, że ma baaaaardzo intrygujący zapach, taki faktycznie egzotyczny, który sprawia, że chętnie wracam z nim pod prysznic :P Podoba mi się również to, że po kąpieli zapach ten przez dłuższy czas utrzymuje się na mojej skórze, więc pielęgnacja z nim to dla mnie duża przyjemność :)


"Exotic" żel zgodnie z tym co napisał producent faktycznie utrzymuje stały poziom nawilżenia mojej skóry, ponieważ po kąpieli mam wrażenie, że jest ona gładka i miękka w dotyku i nie czuję potrzeby natychmiastowego sięgnięcia po balsam.
Oprócz testowanego przeze mnie żelu "Exotic" dostępny jest również klasyczny żel Olivaloe, a także wersja "Sexy" ;D m.in. z ekstraktem z muszli ostryg.

Skład: Aqua, Sodium Lauroamphocetate, Coco-Glucoside, Laureth 7 Citrate, Sodium Cocopolyglucose Tartrate, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide Dea (emulgator i detergent)*, Parfum, Glycerin Vegetable, Honeysuckle Extract, Cyperus Papyrus Stem Extract, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Disodium Edta (stabilizator)*, Panthenol, Aloe Vera Barbandensis Powder, Olea Europaea(Ilive)Fruit Oil, Argania Spinosa, Kernel Oil, Hexyl Cinnamaldehyde, Butylphenylmethylpropional (Lilial), Linalool, Hydroxy Citronellal, Hydroxymethylpentylcyclohexenecarboxaldehyde (Lyral), Ci 14700.
*więcej informacji na "Toksyczne składniki kosmetyków" opr. przez dr. Henryka S. Różańskiego

Żel "Exotic" jest dostępny w ofercie sklepu kreta24.pl w cenie:
28 zł za 200 ml (23,80 zł z rabatem -15%)

Oczywiście wszystkie kosmetyki Olivaloe są testowane dermatologicznie, nietestowane na zwierzętach, wolne od alergicznych substancji zapachowych, bez parabenów, olei mineralnych, glikolu propylenowego, wazeliny i silikonu.



Przy okazji gorąco namawiam Was do wzięcia udziału w moim konkursie, gdzie można wygrać zestaw do pielęgnacji włosów marki Olivaloe. Więcej informacji znajdziecie klikając w poniższy obrazek:



Zapraszam również do skorzystania z rabatu -15% na wszystkie kosmetyki marki Olivaloe.




                                                     Fleurr 
Copyright © 2016 bazylove , Blogger